|
|
|
|
|
 |
|
| Recenzje
płyty "Half Prawatt Half Łoś" |
Wydana w ubiegłym roku, debiutancka płyta Prawatta do dziś pozostaje jedną
z najciekawszych i najbardziej poplątanych pozycji w katalogu wytwórni Salut.
Projekt z Trójmiasta zafundował słuchaczom materiał pełen ożywczych, niebanalnych
rozwiązań, rockowo - elektroniczną mieszankę rzadko na naszym rynku spotykaną.
"Half Łoś" to kontynuacja tych pomysłów, poczyniona jednak z naciskiem
na ich narkotyczno - psychodeliczny potencjał.
Wszystko nosi znamiona niekończących się improwizacji. Słuchając "połowy
łosia" odnosi się wrażenie, że jest to po prostu wierny, 46-minutowy
zapis jakiejś wybranej sesji zespołu. Ot pewien rodzaj nagrania live. Ile
w tym prawdy - trudno powiedzieć, faktem jest jednak, że muzycy świadomie
zdają się ograniczać swą kontrolę nad kolejnymi utworami. W ten sposób ulatują
one w sobie tylko znanych kierunkach, przybierając nowe barwy, zaskakujące
harmonie; raz kojąc, innym razem drapiąc słuchacza po uchu. W pamięć wpadają
szczególnie dłuższe formy, włóczące się nieco ospale po różnych brzmieniowych
zakamarkach, pełne umiejętnie konstruowanych harmonii, które trwają chwilę,
potem zaś łuszczą się pod wpływem elektroniczno - analogowych odlotów. Rolę
główną gra tu gitara, ciepła, pulsująca delayem - to dzięki niej na tej płycie
robi się raz miło, innym razem mocno psychodelicznie. Jest też wokal, nucący
coś tu i tam, są zabawy z różnego rodzaju automatami - głównie perkusyjnymi.
Wszystko zagrane nieśpiesznie, swobodnie, z wyczuciem. Pozostaje żałować,
że to tylko "połowa" łosia.
Muzykę na takim poziomie panowie z Prawatt zapewne są w stanie grać niemal
na zawołanie - ich pewność siebie robi wrażenie. Co więcej, wydaje mi się,
że chyba warto powalczyć ze swym materiałem również na zachodzie. "Half
Łoś" jest bowiem solidną porcją post-rocka i elektroniki na wysokim poziomie.
Jak na nasze warunki - pozycja obowiązkowa.
Krzysiek Stęplowski www.nowamuzyka.pl
Najnowsza pozycja z Salut records to 2 album chyba najciekawszego bandu w
stajni Łukasza Pawlaka, czyli zespołu Prawatt.
W muzyce Prawatt w porównaniu do debiutu jest jakby spokojniej, mniej abstrakcyjnie,
ale za to bardziej transowo i atmosferycznie. 48 minut muzyki, opartej głównie
o elektroniczne fajerwerki plus gitarowe delikatne zagrywki, to główne cechy
Prawatt. Słychać też, że chłopaki mają ciągoty do nieco bardziej noisowych
wypraw i lubują się w długich formach ( Echoes Kamilus, Half łoś Rivers, miała
matka syna). Te 2 utwory to najsilniejsze punkty nowego materiału Prawatt.
"Half łoś" to płyta nieco krzywa, podeformowana, a może nawet ironiczna
( Rock and roll). Mimo wszystko trochę przyczepie do brzmienia gitary, które
w każdym utworze jest takie same i ma się wrażenie, że materiał jest nagrany
" na jedno kopyto". Mimo wszystko to tylko szczegół, który nie psuje
odbioru płyty, a ta jest jak najbardziej potwierdzeniem, że Salut po prostu
po raz kolejny wydał solidny i na poziomie nagrany materiał.
Tomasz Właziński [8] www.alternativepop.pl |
|
 |
|
| Recenzje
płyty "Prawatt" |
Zaskakujący debiut nagrany przez mających już spory staż na eksperymentalnej
trójmiejskiej scenie muzyków (m.in. Karol Schwarz oraz związanych z legendarnym
Szelestem Spadających Papierków Szymon). Artyści wyśmienicie potrafili spożytkować
lata doświadczeń. Wykorzystując analogową elektronikę, w tym generatory i
efekty własnej konstrukcji, jak i gitary Prawatt wykreował swoistą wizję ambientowego
postrocka, natchnionego jednak silnie duchem industrialu - dociekliwi doszukają
się tu echa choćby Stapleton'owskiej abstrakcyjnej kolażowości, Coil'owej
dźwiękowej alchemii, czy Rapoon'owej posuwistej motoryki. Zderzenie kojących,
nostalgicznych pejzaży z opresyjnymi hałasami, wszelkiej maści zgrzytami,
świstami, szumami daje wyśmienity - często podskórnie niepokojący, mocno psychodeliczny,
a innym razem nieco groteskowy - efekt. Całość znamionuje nietuzinkowa - surowa,
chropawa, ale jednocześnie pełna detali, dopracowana - warstwa brzmieniowa.
Świetna, wyrazista i oryginalna płyta.
Łukasz Iwasiński, Aktivist 79 (styczeń 2006)
Prawatt to zupełnie nowa nazwa, ale nie do końca debiutanci, wręcz
przeciwnie! W formacji udziala się muzyk zespołu Szelest Spadających Papierków.
W skład Prawatt wchodzą cztery osoby. Ich debiutancki album - czwarta płyta
w katalogo Salut Records - to chyba najbardziej bezkompromisowa płyta, jaką
Pawlak wydał od lat. Można by rzec, iż Łukasz wrócił nieco do korzenie wydając
album osadzony w tradycji postindustrialnego ambientu. Prawatt jawi się jako
oryginalny zespół, który wykorzystuje, własnoręcznie zbudowane zestawy perkusyjne
oraz różnej maści efekty. Podoba mi się wykorzystanie gitary - to ona odgrywa
tutaj dużą rolę, nadając tej 70-minutowej płycie brzmienie, klimat oraz pewnego
rodzaju psychedelię. To pocieszające, iż twórcy nie skupili się na komponowaniu
muzki tylko i wyłącznie na komputerach, ale wykorzystują też tradycyjne instrumenty
oraz sami tworzą efekty. Prawatt swoją muzyką ociera się o dźwiękowy abstrakcjonizm,
ale nie taki jak Nurse With Wound - są mimo wszystko mniej szaleni i o wiele
bardziej transowi. To naprawdę dobra płyta, jedna z lepszych, jakie miałem
okazję słyszec w tym roku. Brawo
Tomasz Właziński [9] http://www.alternativepop.pl
Trójmiasto atakuje! Armata, z której wystrzeliwane są kolejne kule
to Salut, nowe dziecko Łukasza Pawlaka. Jak widać ciężko było mu załadować
je do ręcznego pistoletu o nazwie Requiem. Salut to broń dużego kalibru -
mocna, eksperymentalna elektronika.
Jedną z trójmiejskich kul Salut jest debiutujący Prawatt. W ich przypadku
cięzko mówić o eksperymentowaniu, raczej o poszukiwaniu zawieszonym gdzieś
pomiędzy rockową alternatywą a rozlaną elektroniką. Inspiracje po wysłuchaniu
płyty są dość oczywiste, ale też rozległe: nieco kraut rocka, szczypta awangardy
spod znaku Nurse With Wound, pulsujące tło będące do tej pory domeną Plastikmana.
Chwilami luźne pomysły brzmią nieco chaotycznie, brak temu jeszcze ogłady,
całość nie jest zbyt klarowna jak na mój gust. Drugi zarzut: eksperymentalna
w zamyśle (poprzez rozbudowane instrumentarium) grupa jak na razie poszukuje
własnej tożsamości, zamiast całkowicie puścić wodze fantazji.
Dużo dałoby skrócenie płytki o kilka toporniejszych fragmentów. Debiut Prawatta
zyskałby wtedy na przejrzystości. Na chwilę obecną jest powyżej przeciętnej
z dobrymi widokami na przyszłość.
Michał [orwell] Porwet http://www.postindustry.org |
|
 |
|
Obrodziła nam końcówka roku wspaniałymi krajowymi płytami - zarówno w działce
jazzowej (wydawnictwa barci Olesiów), rockowej (Kristen, Plum), a teraz dostajemy
smakowity album krzyżujący improwizację i elektronikę. Prawatt to nowy projekt
(choć tworzony przez weteranów - w jego skład wchodzi m.in. muzyk legendarnego
Szelestu Spadających Papierków) w barwach nowopowstałej wytwórni - Salut (aczkolwiek
działającej przy obecnym od lat na niezależnym rynku Requiem Records). Płyta
zdominowana jest przez niskotonowe, psychodeliczne energie, które kreują wielowarstwowe,
zaszumione faktury. Tropy wiodą przede wszystkim do doświadczeń szeroko pojętego
postindustrialu. Chwilami pobrzmiewają tu również echa Laswellowych ambient-dubów.
Zresztą w twórczości grupy - przez jej abstrakcyjność - majaczy masa najróżniejszych,
mniej lub bardziej uchwytnych, skojarzeń. Muzyka pulsuje, rezonuje, hipnotycznie
faluje, czy też niespokojnie wiruje. Czasem układa się w totalnie psychoaktywne
wzory. Podskórnie drażni napastliwymi częstotliwościami, wszechobecnymi hałasami
czy świstami. Niekiedy pod powierzchnią czai się jakiś dziki, rebeliancki,
a innym razem surrealistyczny, groteskowy duch. Artyści nie schlebiają standardom
hiper-zaawansowanej produkcji, cyfrowej laboratoryjności. Wręcz przeciwnie
- wykorzystując analogowy sprzęt, także własnej produkcji (jak sami mówią:
"dwa automaty perkusyjne, dwanaście niezależnych generatorów analogowych,
dwie gitary, mnóstwo efektów, a wszystko to fachowo połączone i zsynchronizowane"),
czasem wspierając się plądrofonią, kreują doprawdy powalającą, surową, pozornie
zgrzebną, ale dopracowaną warstwę brzmieniową. Świetna, stworzona przez bardzo
świadomych artystów produkcja!
Łukasz Iwasiński, Fluid 58 (grudzień 2005)
Prałat z Trójmiasta
W Trójmieście i na Śląsku powstaje najciekawsza muzyka w naszym kraju - nie
raz spotkałem się z takim stwierdzeniem. Właśnie znalazłem kolejny przypadek
potwierdzający tę regułę. To debiutancki album grupy Prawatt. Muzyka na płycie
(krążek nie posiada tytułu) to jeden wielki eksperyment z psychodelicznym,
industrialnym, avant popowym i ambientowym brzmieniem. Doświadczenia grupy
Prawatt (czyt. Prałat) są ciekawe, ale trwają aż 70 minut i momentami po prostu
męczą, wręcz przytłaczają słuchacza. Gdyby album skrócono o połowę i zaprezentowano
na nim najlepsze efekty, jakie udało się uzyskać z zabaw gitarą, komputerem
i generatorem, otrzymalibyśmy ciekawą płytę. Tymczasem artyści zamęczyli nas
swoją muzyką. Ale i tak cenię ich bardziej niż innego prałata z Trójmiasta.
Także za to, że wpadli na pomysł zremiksowania kolędy 'Bóg się rodzi'! To
chyba pierwsza tak odważna zabawa na polskiej scenie.
Bartek Borowicz Gazeta Wyborcza |
|
 |
|
Zespół Prawatt [czyt. "Prałat"] za chwilę będzie jednym z najważniejszych
eksperymentalnych projektów w kraju. Brzmi patetycznie? Nie bez powodu, jedno
z pierwszych wydawnictw labelu Salut to prawdziwa eksplozja bezkompromisowości,
definicyjne ujęcie tego, co w swej nowej wytwórni zamierza promować Łukasz
Pawlak. Kilka doświadczonych na elektronicznym polu artystów postanowiło powołać
do życia nowy projekt, dzięki któremu kolejny raz możemy delektować się polską
muzyką bez cienia zakłopotania. Warunek "jak na polskie warunki"
traci na znaczeniu. Nie ma czegoś takiego w tym momencie.
A co jest? Jest cała sterta podziwaczonych instrumentów, będących najczęściej
efektem konstruktorskich, nieprzewidywalnych talentów poszczególnych członków
zespołu. Są generatory, oscylatory, analogi, automaty, filtry, przetworniki,
tworzące układ - gwiezdny, kosmiczny. A wszystko bez pomocy komputerów i przystawek
MIDI, zamiast tego kable, prawdziwe instrumenty, albo inaczej - instru-fermenty,
bo muzyka Prawatt cały czas jest o krok od pogrążenia się w brudzie, chropowatości,
chaosie totalnym. W tym momencie uderzamy w sedno całego zamieszania - dźwięki
zespołu wciąż są o krok, wciąż są o milimetry, dzięki czemu cały czas trzymają
w napięciu. Słuchając tylko czekamy na zupełny rozgardiasz, na tą rozpierduchę,
o której Prawatt wspomina, opowiadając o swych koncertach. Płyta pod tym względem
flirtuje z odbiorcą, pełni rolę doskonałej bazy dla późniejszych improwizacji
live. Muzycy formacji pokazują w ten sposób prawdziwy kompozytorski talent
- kolejne kawałki są doskonale przemyślane, rozwijają się umiejętnie, gładko,
czasem zaskakująco, zawsze jednak - po prostu - profesjonalnie. Nie jest problemem
nagrać ponad godzinę nieprzemyślanego noisu - wyczynem jest umiejętnie wygenerowaną
strukturą pokierować, budując sensowne, trzymające poziom konstrukcje. Prawatt
jest w stanie właśnie coś takiego grać - począwszy od pierwszego, ponad 14-minutowego
kawałka, poprzez kolejne, ocierające się o ambient, noise, muzykę elektro-akustyczną
czy po prostu o zimne electro. Zespół osiągnął mistrzostwo w jednoczesności
- jest różnorodnie i spójnie zarazem, chaotycznie i konsekwetnie, ponuro i
delikatnie, wreszcie rytmicznie i przestrzennie. Wszystko za jednym zamachem.
Jak wspomniałem - "s/t" będzie idealnym punktem wyjścia dla koncertów.
Występy live Prawatt muszą być pełne emocji - na żywo zespół zrywa zapewne
z jakąkolwiek przewidywalnością, oddając się żywiołom i brnąc beztrosko w
nieznane, zaskakujące obszary. Znakomite jak na Polskę? Nie ma czegoś takiego
w tym momencie. Po prostu znakomite.p.pl
Krzysztof Stęplowski www.nowamuzyka.pl
Co łączy postać księdza Jankowskiego z rodzimą sceną muzyki alternatywnej?
Do niedawna nic. Jednak inaugauracyjne wydawnictwo Salut Records taki właśnie
związek ustanawia. Bo oto na zawłaszczonym przez naszego dyżurnego tropiciela
spisków trójmiejskim podwórku, pojawił się kolejny prałat. A dokładniej Prawatt
- formacja, która kultywuje spuściznę po najlepszych tradycjach tamtejszej
muzyki improwizowanej. Zresztą jednym z jej twórców jest były członek kultowego
Szelestu Spadających Papierków. Nie jest to więc soniczne komando dbające
o podnoszenie morale osłabionego ducha narodu. Muzyka Prawatta to lotny, rozwichrzony
żywioł. Jednak nie żaden noise'owy tajfun, ale raczej statyczna chmura dźwięku
na pograniczu postrocka i szorskiego ambientu. Przestrzeń jest więc spora
i otwarta, ale także odpowiednio zagęszczona, pełna metalicznych świstów,
trzasków i szelestów. W dodatku wykreowana bez użycia komputerów, dzięki czemu
produkcja ma ciepłe, analogowe brzmienie. Z pewnością jedna z najciekawszych
płyt 'made in Poland' tego roku.
Michał Nierobisz http://www.exklusiv.pl [Exklusiv'34 11/05] |
|
 |
|
 |
 |
 |